wtorek, 16 stycznia 2018

sobota, 13 stycznia 2018

Jak sprawić, żeby nie było "jak zawsze".

Drogi panie Zygmuncie, 

cóżeś pan narobił?

dałeś bohaterom szansę,

a potem ich zgubił.



Kiedy myślę o Zygmuncie Miłoszewskim, nieodmiennie mam przed oczami Roberta Więckiewicza. Tak, dobrze mnie wyczuliście. O ile oczywiście zdaję sobie sprawę, że przypinanie autorowi łatki jest bardzo nieprofesjonalne, to do tej pory pisarz ten przywoływał na myśl wyłącznie "ziarno prawdy". Cóż, nigdy więcej.
Po przeczytaniu najnowszego dzieła Miłoszewskiego - "jak zawsze" muszę zweryfikować swój pogląd (chociaż nie miałabym nic przeciwko, gdyby w adaptacji filmowej w główną role męska też wcielił się Więckiewicz).
Do rzeczy jednak.

Patrząc na okładkę moglibyśmy się spodziewać, że to romans albo może nawet erotyk.
Co innego sugeruje opis - " komedia ironiczno-romantyczna". Cokolwiek by to nie znaczyło.

Ile razy czytaliście powieści o podróżach w czasie? Ile razy motyw ten przewijał się w filmach i serialach? A ile z tych dzieł było polskich? No właśnie. Miłoszewski trafił na ciekawą lukę, cofając bohaterów swojej powieści do Polski ubiegłego stulecia, PRL. Oczywiście, mój wiek nie pozwala mi na ocenianie kwestii historycznych pod kątem merytorycznym :), ale zdecydowanie jest to ciekawsze niż w podręcznikach historii. Pokazanie wydarzeń, miejsc, postaci z "dawnych czasów", w dodatku z perspektywy osoby znającej obecną rzeczywistość to majstersztyk. Na marginesie, dobrze że książka powstała przed obecnymi zawirowaniami społeczno-politycznymi, bo mogłoby być jeszcze ciekawiej :D

Jak to się dokładnie stało, że bohaterom podróży w czasie się zachciało?
Tego autor nie wyjaśnia. I w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Mamy tu od czynienia z głęboką metaforyką - czy w sytuacji w której dostalibyśmy szansę przeżycia życia na nowo - szukalibyśmy sposobu żeby wrócić do swoich czasów, czy wykorzystali daną nam szansę? Czy i w jaki sposób zmienilibyśmy swoje działania? Zakładamy przy tym, że nie mamy wiedzy w jaki sposób to wpłynęłoby na naszą "przyszłą" rzeczywistość. Ciekawie pokazane jest to, że pomimo iż często wydaje nam się, że coś już wiemy los potrafi płatać nam figle. Życie nas weryfikuje, a tzw. cwaniactwo, w gruncie rzeczy wcale nie jest w cenie.

"Jak zawsze'" to niemal 500 stron literackiej uczty. Powieść pisana lekko, z wyczuciem. Przez pierwsze 300 stron czytelnikowi wydaje się że wie w jaki sposób zakończy się historia bohaterów, ale Miłoszewski weryfikuje ten pogląd niemal na samym końcu.
Moim zdaniem jednak, gdyby zdecydował się na inny "finisz"  cała powieść nie miałaby takiego wydźwięku. Oczywiście, celem autora z pewnością było dostarczenie czytelnikowi rozrywki, ale także skłonienie do refleksji, zadumy, zatrzymania się w całym tym szalonym pędzie.
Myślmy zatem, myślmy czy w naszych codziennych zachowaniach nie wpadamy czasem w schematy, które sprawiają, że wszystko co robimy kończy się "jak zawsze" - bez zmian na lepsze, w stagnacji.

Minusy? Zawsze staram się być obiektywna, ale muszę przyznać, że nie dostrzegłam żadnych. Osoby które nieszczególnie interesują się historią polską okresu PRL, albo takie którym temat podróż,y w czasie już spowszedniał (żeby nie powiedzieć że obrzydł), tez będą się dobrze bawić przy lekturze. Tak jak bowiem wspomniałam, jest w niej zdecydowanie więcej niż tylko warstwa leksykalna.

Zdecydowanie tegoroczny bestseller Empiku :)

czwartek, 19 października 2017

Czy wiecie że....czyli o tym co mnie zaskakuje w branży czytelniczej

Dzisiaj post króciutki, ale następna będzie recenzja książek, które tkwiły na mojej liście "do przeczytania" już zbyt długo. 

Na chwilę obecną, chciałabym jednak podzielić się z wami moimi obserwacjami rynku czytelniczego i spostrzeżeniami na ten temat.

1) Dyskryminacja
Postawmy sprawę jasno: nie jestem feministką. Ani skrajną ani w ogóle. Doceniam silne kobiety, które mnie inspirują do działania, jak choćby Reese Witherspoon (swoją drogą polecam wam tekst jej przemówienia z okazji uzyskania tytułu kobiety Glamour - rewelacja!), ale nie rzucam się z tego powodu. Jednak, kiedy na rynku pojawiają się książki z serii "hiszpański na obcasach" albo "samochód na obcasach" to coś się we mnie burzy. Bo w sumie, to brzmi tak, jakby dla kobiet konieczne było tworzenie specjalnego rodzaju literatury, poradników. Przepraszam, ale NIE.
Tak samo zresztą reaguję na książki z serii "dla opornych" :P 

2) Brak wyważenia.
Wchodzę do księgarni/biblioteki/antykwariatu czy innej podobnej placówki. I widzę cudowne tomy, pozycje godne uwagi i perełki literatury. Nie wiem tylko co kieruje sprzedawcami czy właścicielami, którzy na wystawie ustawiają obok siebie książki odległe o miliony lat świetlnych. Dajmy na to, ze na półce dumnie prężą się : po prawej : "Karolina Szostak - moja spektakularna metamorfoza "- o tym jak schudnąć 500 kg  w 2 tygodnie <ironia oczywiście>, a z drugiej - książka o magicznym tytule "szczupła czy zdrowa". Podobnież sprawa ma się z innymi dziedzinami. Z jednej strony - biografia Lewandowskiego, mistrza reprezentacji, króla strzelców i co tam jeszcze <nie rozumiem jego fenomenu>, z drugiej - "Sport nie istnieje" o przewałach w sporcie, łapówkach, dopalaczach i przekrętach.
Świat oszalał nawet w tej dziedzinie. Pisze się wszystko jeśli tylko jest minimalna szansa że się sprzeda :P

3)#Celeb-book
Przy tym punkcie tak mną trzęsie w środku, ze obawiam się o stan mojego mieszkania. Uwielbiam przeglądać katalogi książkowe i zaznaczać to, co mnie interesuje i co mam w planach przeczytać. To dla mnie rozrywka niemal równa z samym czytaniem. Jest jednak niechlubny wyjątek. W jednej z takich broszurek natrafiłam na prezentację pozycji, która sprawiła że miałam ochotę rzucić tą gazetą  o ziemię, podrzeć, spalić, przerzuć i wypluć.
Małgorzata Rozenek  Oj! Przepraszam, Rozenek-Majdan. "Mój perfekcyjny ślub". Nie będę przeklinać. Nic dodać, nic ująć. 

4) Fala
Mróz. Rogoziński. Puzyńska. Bonda.
Swego czasu mieliśmy w Polsce boom na literaturę kobieca. Obecnie zaczynamy być sławni w zakresie literatury kryminalnej, ew. Kryminalno-prawniczej. Mróz zdominował rynek. Tak, wiem jak to zabrzmiało. Zima nadeszła moi państwo. A tuż za nim cała armia białych wędrowców, dla których przetarł on szlaki.
Nie przepadam za literaturą kryminalną, ale Mroza czytam z przyjemnością, zwłaszcza kiedy od czasu lektury "Ziarna prawdy" Miłoszewskiego wiem na kim się wzorował :). Mam tez w planach Bondę i Rogozińskiego. Może polecicie mi jakieś ich pozycje?
Ostatecznie jednak, z wszystkich czterech poruszonych przeze mnie w tym poście punktów - uważam że ten czwarty jest jak najbardziej pozytywny. Przynajmniej tak długo, jak nie sprawia że zostanie nam przyczepiona jakaś łatka i ze literatura polska zostanie zaszufladkowana.

Dajcie znać jakie są wasze opinie na temat rynku wydawniczego w Polsce.

Aga

czwartek, 12 października 2017

JAKOŚĆ vs ILOŚĆ

Bądźmy szczerzy - żyjemy w świecie, w którym często ważniejsze to żeby mieć dużo, niezależnie od tego jakiej jakości są posiadane przez nas rzeczy. Mimo wyjątków, zasada nadal pozostaje ta sama. Tyczy się to wszystkiego zaczynając od przedmiotów materialnych, a kończąc na natłoku informacji. Świat wymusza na nas szybkie tempo życia, dotrzymywanie kroku i bycie na bieżąco. Ilość, ilość, ilość. Sama często czuję się przez to jakby przygniotła mnie góra (lodowa), bo mimo tego iż właściwie ciągle coś robię mam wrażenie że nie jest to wystarczająco.

To samo tyczy się książek.

Czy jako czytelnicy (albo nawet jako nie-czytelnicy, osoby postronne) nie macie czasem wrażenia, że to co autorzy opisują na 700-800 stronach zmieściłoby się równie dobrze na 400? Nie odbierając oczywiście walorów artystyczno-literackich żadnej powieści zapraszam jednak na krótki, subiektywny przegląd najgrubszych powieści z jakimi miałam okazję się zapoznać.

1.Jaume Cabre, Wyznaję, Cień eunucha
Książki Cabre to dla mnie arcydzieła. Rzeczywiście są długie i zdecydowanie nie należą do kategorii powieści, które czyta się w jeden wieczór, ale pozwalają w 100% oderwać się od rzeczywistości i skłaniają do refleksji.
Recenzja Wyznaję - tutaj





2. Marc Elsberg, Blackout
Nie zdzierżyłam. Zamiast  przejść do rzeczy Elsbeg rozpisuje się i rozpływa nad szczegółami....
Może "Helisa" bardziej mnie wciągnie.


3. Hanya Yanagihara, Małe życie
Cudo! Nie powiem - trochę czasu zabrało mi zanim się w nią wciągnęłam, pewnie ze względu na to, że z początku mało w niej dialogów, a przeważają opisy, ale później szło jak z płatka i te 800 stron połknęłam zaledwie w kilka dni. Ucierpiał tylko nieco mój kręgosłup, bo miałam w torbie nieco więcej "towaru" :)  





4. Carlos Ruiz Zafon, Labirynt Duchów
Oczywiście na liście "do przeczytania" niezależnie od tego czy książka Zafona na 300 czy 800 stron.




5. Donna Tartt, Szczygieł, Tajemna historia
Interesujące, angażujące, poruszające. Chociaż w przeciwieństwie do Cabre tutaj miałam wrażenie, że trochę w pewnych momentach przedłużane na siłę. 





6. James Frey, Endgame
Też nie zdzierżyłam. Ale tutaj raczej ze względu na ilość tych wzorów, kabały, cyfr i ciągów, które dla przeciętnego czytelnika nie mają znaczenia, a po iluś-set stronach zaczynają drażnić.

A wy jakie książki dodalibyście do zestawienia? Czekam na wasze opinie w komentarzach.

sobota, 7 października 2017

back to school book tag


Nikt mnie co prawda nie nominował, ale Internet jest takim wirtualnym koszem do koszykówki, że postanowiłam nominować siebie sama - a co tam!

Czasy szkolne już co prawda (spory) kawałek czasu za mną, ale niech będzie - wspominam je  w końcu z niejakim sentymentem, więc czemu nie cofnąć się trochę w czasie?

Ladies and gentleman!
Bez opóźnień - zaczynamy losowanie!

1. kolega z dormitorium - pierwsze imię, które przeczytasz.

oj! Może to nie był dobry pomysł, żeby losować z "Gry o tron"? Wychodzi na to, że będę w jednym pokoju z Nedem Starkiem. No, w każdym razie chyba niezbyt długo......

2. kolega z ławki - pierwsza osoba, która wykonuje jakąś czynność na danej stronie.

W tym wypadku będzie to raczej koleżanka. To lepiej, bo do dziś pamiętam, jak mojemu gimnazjalnemu (!) koledze z ławki niczym Anna Shirley przyłożyłam zeszytem po głowie. Stare dzieje. W każdym razie - szkolny towarzysz doli i niedoli w moim wypadku to Lonia z "Kalamburki" z serii Jeżycjada, do której wracam tak często jak to tylko możliwe.

3. Zajęcia dodatkowe z .....

kosogłos.  czego się spodziewałam? Pierwsze na co trafiłam to fragment w którym mowa o wzajemnym zabijaniu się podczas walki z Kapitolem. I oczywiście o łuku, strzelaniu, etc. Czyli będę się uczyć łucznictwa. Jeśli nauczycielką będzie Katniss, to ja jej szczerze współczuję..... Chyba się dziewczyna podłamie.

4.Plecak na pierwszy dzień szkoły - co spakujesz do swojej torby? Pierwszą rzecz, której nazwę przeczytasz na danej stronie.

ekhem, Harry. Harry Potter. Wyszła mi tiara przydziału.....
No w sumie. Jeśli w dormitorium mam być z Nedem Starkiem to może jeśli uda mi się wyciągnąć z tiary miecz Gryffindora......
NIE! STOP! NIE O TYM POMYŚLAŁAM!
Raczej przyszło mi do głowy, że może jakbym się dobrze zamachnęła to nie on straciłby głowę :P

5. Nauczyciel idealny - pierwsze imię jakie znajdziesz na stronie.

Jude z "Małego życia". Bez komentarzy.

6. Barwy szkoły - znajdź na stronie kolor w jakim będzie twój mundurek.
A co jak na stronie nie ma koloru? Nię będę miałą mundurka?
Może jeszcze raz?
Znowu nic.
Zmienię książkę - zamiast "Pracowni dobrych myśli" wylosuję z "Atramentowej Krwi".
Szary. Rewelacja :P

7. Zwierzątko domowe - znajdź na stronie zwierzę.
"Kubuś puchatek" twierdzi że sowa.
"Studenci pierwszego roku mogą dodatkowo posiadać jedną sowę albo....."

8. klasowy prymus - pierwsze imię na stronie.
Moje ukochane " nieznane przygody Mikołajka"
Ananiasz.
Wow.
Dobrze że nie Rufus albo Euzebiusz :D :D

9. przewodniczący klasy - pierwsze imię jakie przeczytasz na stronie
Stół króla Salomona" L.Montero (dla niewtajemniczonych - brat Carli)
Narvaez.
No to zapowiada się ciekawy rok. Temu to nigdy nie brakuje pomysłów. Szkoda że nie ma tutaj tagu na dyrektora, bo w tej roli sprawdziłby się jeszcze lepiej. <3

10. szafka w szkole - czego zapomniałeś zabrać z niej przed wakacjami? Pierwsza rzecz jaką znajdziesz na tej stronie.

Z czego mogłabym wylosować lepiej niż z "wyznań zakupoholiczki". Poszperajmy w tej szafce!
no nie..... co za zonk!
trafiłam na...... herbatę. A przecież w tej książce jest tyle ciekawszych przedmiotów. Oj, losie!


Jako kolejną osobę do tagu nominuję Agę z czytając z kotem. Enjoy!



sobota, 30 września 2017

po raz kolejny zaufałam - WOTUM NIEUFNOŚCI


Uwielbiam pana Mroza.

Nie, zaraz. Jakoś to źle zabrzmiało.
Uwielbiam jego książki.

I to nie tylko dlatego, że to mój kolega po fachu.
Ale chyba nikt nie potrafi tak fajnie wpleść treści polskich przepisów w prozę.
Na wotum nieufności trafiłam w bibliotece na półce z nowościami. Złapałam i wybiegłam zanim ktoś zdążył mi ją wyrwać.

I zaszyłam się w domu czytając.

Refleksje mam następujące:
Świetnie stworzona polska (fikcyjna) sfera polityczna! I pokazanie jak radzą sobie kobiety na tej arenie. Z perspektywy autora, który jest mężczyzną, nie spodziewałabym się tak ciekawego spojrzenia. Mało kto jest gotów pokazać silne kobiece osobowości w sferze uważanej za typowo męską. Poza tym - mimo że fikcyjna, Mróz nie stroni od nawiązań do świata realnego - pojawiają się takie nazwiska jak Clinton, Trump czy "nasi" słynni Lewandowscy. Poza tym, dużo uwagi poświęcone jest jakże aktualnemu tematowi migracji i uchodźców. Brzmi znajomo? Jedynie w zakresie pewnego wschodniego mocarstwa wykreowano świat fikcyjny, ale nie mam w tym zakresie pretensji.

Moim zdaniem hasło jakim posłużył się wydawca w celu promocji "wotum nieufności" - "polskie house of cards" jest w pełni adekwatne. Co do zasady, jestem niechętna takim sformułowaniom, bo dlaczego porównywać nasze polskie dzieła do jakiś innych? Czy nie wystarczy, że książka ma koncept, ciekawą fabułę, wyraziste postacie? Czy takie porównania są konieczne. Jasne, dzięki temu pewnie sięgnie po nią więcej osób, ale moim zdaniem samo nazwisko "Mróz" jest już dostatecznym magnesem na czytelnika.

Warto jeszcze wspomnieć o plot twiście w końcówce. Czy Daria wygrała? Czy pożegna się z fotelem prezydenta? Nie zdradzę szczegółów, ale być może ciekawsze byłoby odmienne rozstrzygnięcie niż to na które zdecydował się Mróz. W takim wypadku nie byłoby konieczne dodawanie dodatkowej dramatycznej sceny wypadku na ostatnich stronach. Moim zdaniem zbyt dużo ona namieszała, ale rozumiem że był to zabieg celowy, żeby zostawić sobie otwartą furtkę do kontynuacji tej historii. Jeśli takowa się pojawi, pewnością po nią sięgnę.

Z minusów? Tym razem pewnie nie będę obiektywna. Z perspektywy osoby, która wykonuje taki a nie inny zawód być może drobny szkopuł jest taki, że Mróz przedstawia świat prawa, prawników i polityków jako ciekawy, fascynujący i pełen akcji. Rzeczywistość prawnicza, wydaje się być czasem nieco mniej porywająca. Ze szczegółów - na koniec zazgrzytało mi porównanie opierające się na "zimnie duszy". Niepotrzebne! Ale to tylko jedno zdanie w całej porywającej powieści, którą polecam każdemu.

czwartek, 28 września 2017

WYZNAJĘ.... że nie mam dość tego autora.

Cabre.
Cabre?
Coś mi to chyba mówi.

No tak. W końcu na imieniny zostałam obdarowana jego najnowszą książka "Cień eunucha".

Może zobaczymy jak (i co) pan Cabre pisał wcześniej?
Książka o apetycznych rozmiarach ponad 800 stron śmieje się do mnie z półki obrazem małego chłopca.

Zamiłowanie do literatury hiszpańskiej zrodziło się u mnie (a jakże!) od Zafona, a później pogłębiło dzięki fantastycznemu "Domowi Duchów" Allende (chociaż nadal nie widziałam filmu), a poza tym w liceum miałam przyjemność zapoznać się z hiszpańskim. Ale nie o tym mowa.

Cabre ma to do siebie, że jego książki są tworzone na przestrzeni wielu lat. I stąd zarówno ich objętość jak i wyważenie, rozplanowanie i dbałość o każdy detal. Doskonale widać, że to nie jest powieść, którą pisze się jednym tchem, a taka, która jest wynikiem głębokich przemyśleń. Bardzo angażuje przez to intelektualnie. I w ten sposób stwierdzam, że to jedna z tych historii, które rzeczywiście potrafią oderwać człowieka od rzeczywistości. Oczywiście, nie ma to ukrywać, że mija nieco czasu zanim wejdzie się w wykreowany przez autora świat, pozna bohaterów, zrozumie ich schematy działania, zachowania. No i przede wszystkim nauczy się koncentrować na specyficznym sposobie narracji, bo Cabre meandruje pomiędzy epokami, miejscami, postaciami. Dla zmęczonego umysłu taki sposób prowadzenia opowieści jest zabójstwem. Jednak jeśli tylko jesteście w pełni sił umysłowych historia Feliksa jest majstersztykiem. Dobre ukazanie często zaskakujących powiązań, skłania do wielu refleksji i przemyśleń - często gorzkich. Co było przede mną? Co pozostanie po mnie? Czy mam wpływ na to co się ze mną dzieje, czy (jak to powiedziała kiedyś K. Siesicka) - jestem tylko rzeczownikiem, którym żądzą przypadki? Czy podobnie jak główny bohater, wybitnie inteligentny człowiek, zachoruję? Czy przestanę rozpoznawać bliskich mi ludzi, otoczenie? Czy mam realny wpływ na rzeczywistość.

Opis pochodzący od wydawnictwa kładł bardzo duży nacisk na aspekt muzyczny. Rzeczywiście w historii bardzo dużą (o ile nie najważniejszą) rolę odgrywają (!) skrzypce - Storioni. Uważam się za osobę, która jest wyczulona na dźwięki, słuch jest chyba najlepiej u mnie rozwiniętym zmysłem, ale jeśli mam być całkowicie szczera, to jednak jestem w tej dziedzinie laikiem, i być może dlatego nie dostrzegłam w historii konstrukcji podobnej do utworu muzycznego. Podział na rozdziały, czy może raczej części nie wywołał u mnie skojarzeń ze strukturą muzyczną.

Jako że zawsze staram się być obiektywna właściwie musiałabym wspomnieć także o minusach. Tym bardziej trudne staje się dla mnie stwierdzenie, że zasadniczo poza objętością nie dostrzegam żadnych. Może tylko to, że czasami gubiłam się pośród wielu wątków i płaszczyzn, ale jak wspomniałam wyżej, było to z pewnością wynikiem znużenia po całym dniu pracy. Zarzut ten jest podobny co w przypadku książek Donny Tartt (chociaż nadal uważam, że jej historie zdecydowanie dałoby się skrócić i nie odebrałoby im to uroku).

Podsumowując, książka zdecydowanie warta uwagi. Jej przeczytanie zajęło mi ponad tydzień i często robiłam przerwy na "coś lżejszego", ale biorąc pod uwagę czas jaki autorowi zajęło jej stworzenie (kilkanaście lat!) moje wyrzuty są nieco mniejsze. Poza tym, to jedna z tych powieści, którymi należy się delektować jak dobrze skomponowanym daniem :)

Zmiany, zmiany.....

I wtedy przyszedł maj..... Długo nie było mnie na blogu i kiedy spojrzałam na datę ostatniego wpisu szczerze mówiąc nieco się przestra...