poniedziałek, 11 maja 2020

Zmiany, zmiany.....

I wtedy przyszedł maj.....


Długo nie było mnie na blogu i kiedy spojrzałam na datę ostatniego wpisu szczerze mówiąc nieco się przestraszyłam. Okazuje się bowiem, że ostatnią recenzję wstawiłam w grudniu- czyli niemal pół roku temu. Dodatkowo, w związku z całym tym zamieszaniem związanym ze spędzeniem czasu w czterech ścianach, ograniczonymi możliwościami przemieszczania się i kontaktu z innymi ten czas jeszcze dodatkowo się wydłuża. Doba, zamiast 24 wydaje się mieć 48 godzin, a na kiepski nastrój składa się jeszcze dodatkowo szaleństwo pogodowe. Do tej pory - jeszcze wczoraj - było ciepło jak w lipcu, świeciło słońce i śpiewały ptaki, a dziś jedyne co słychać to deszcz zacinający o szyby....

Przez te pół roku wiele się u mnie zmieniło.

Między innymi, a może przede wszystkim - doszłam do wniosku, że nie bawi mnie już tylko czytanie i pisanie recenzji. Ok, bardzo to lubię, ale ponieważ od zawsze miałam zacięcie literacko - artystyczne brakuje mi elementu twórczości. W związku z tym, postanowiłam, że nie będę już pisać do szuflady i że czas pokazać swoją twórczość szerszemu gronu odbiorców niż tylko członkowie rodziny ( i to nieliczni i wybrani z nich). Następne posty będą więc stanowiły prezentację historii, która mam nadzieję w niedalekiej przyszłości nabierze realnego wymiaru i przeobrazi się w prawdziwą książkę.  Taką która rozbawi w pochmurny dzień (jak dzisiaj), która wciągnie i oderwie od rzeczywistości, ale także zmusi do refleksji. 



Na chwilę obecną, mam wrażenie, że to co do tej pory stworzyłam można opisać cytatem jednej ze znanych polskich piosenek : "łączymy style, mieszamy gatunki....". Z jednej strony - może to przesyt, ale z drugiej - nie od dziś wiadomo, że dobre dania opierają się na jednym składniku głównym (tu: trzonie historii) i mnóstwie odpowiednio dobranych przypraw. Krótko mówiąc - obiecuję, że nie będzie nudno. 

I oczywiście - mam nadzieję na waszą aktywność i konstruktywne komentarze :)
Do przeczytania :) 

piątek, 27 grudnia 2019

Święta i sylwester to nierzadko niezły "Performens"

Performens

Karolina Wilczyńska

Z twórczością Karoliny Wilczyńskiej miałam okazję zapoznać się przy okazji przygody ze "Stacją Jagodno", w tym najnowszą pozycją z serii "To będą piękne święta". Kiedy więc buszując pomiędzy bibliotecznymi półkami natknęłam się na powieść o enigmatycznym, nieco spolszczonym tytule "Performens" z ciekawością po niego sięgnęłam. Moją ciekawość rozbudził dodatkowo opis na okładce - " długo oczekiwane wznowienie debiutu pisarki, która jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich autorek powieści obyczajowych"

Historia wydaje się być podobna wielu innym.
Kobieta w wieku około-trzydziestoletnim, zmęczona i zniechęcona swoim życiem przenosi się z wielkiego, tętniącego życiem miasta na wieś. Kupuje dom oraz sporą połać ziemi, na której zamierza urządzić.... cmentarz. Tak, dobrze przeczytaliście - cmentarz. Agent nieruchomości, który pośredniczył w sprzedaży był równie zaskoczony kiedy usłyszał o tym niecodziennym pomyśle, jednak zachęcony perspektywą sporego zarobku szybko i sprawie sfinalizował transakcję.
Dodać tutaj należy, że nie chodzi o miejsce pochówku w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale o cmentarz metaforyczny - dla marzeń, planów, nadziei. Przestrzeń, w którym chowa się duszę, a nie ciało.

Zanim jednak nasza bohaterka zrealizuje swoje śmiałe zamierzenie będzie musiała zmierzyć się z mentalnością małej i ścisłej społeczności. Spotka się z niechęcią, nieufnością, odkryje w sobie emocje i uczucia, które do tej pory skrywała pod korporacyjną garsonką i nienagannym makijażem. Minie kilka ładnych miesięcy do momentu, w którym powstanie pierwszy "grób", wraz z którym uruchomiona zostanie lawina zdarzeń i reakcji, których nie sposób było przewidzieć na początku. Być może, gdyby bohaterka wiedziała jaki będzie koniec nigdy by nie zaczęła realizacji planu. A może tak? Może mimo wszystko......?

Powieść Karoliny Wilczyńskiej oparta jest na ciekawym pomyśle. Prostym, ale jednocześnie dającym spore pole do autorskiej interpretacji. Dzięki szerokiemu ujęciu tematu każdy z czytelników będzie w stanie odczytać powieść we właściwy dla siebie i swojej sytuacji życiowej sposób. Część z czytelników z pewnością zobaczy w nim hołd dla utraconych pasji i marzeń, dla innych na pierwszy plan wysunie się ludzka chciwość i robienie z życia "rynku zbytu", jeszcze inna grupa skupi się na aspektach życia środowiska wiejskiego. Jednym, potocznym słowem - dla każdego coś dobrego.
Przyznać jednak należy, że "Performens" jest utrzymany w zupełnie innej tonacji niż wspomniana już "stacja Jagodno". Niesie ze sobą bardzo duży ładunek emocjonalny, jednak nie należy on do tych optymistycznych. Można go raczej określić słowami "refleksyjny". Z tego tez powodu powieść należy do gatunku tych, których nie powinno się czytać "jednym tchem". W trakcie lektury należy robić przerwy, choćby po to, aby obserwować swoje reakcje na pewne sceny. W przeciwnym razie, ucieknie nam całe piękno i subtelność opowieści.

Ech....
Zrobiło się jakoś tak refleksyjnie. Myślę, że wpływ ma na to również okres świąteczno-sylwestrowy. Kolejny wpis pewnie pojawi się jeszcze przed nowym rokiem i obiecuję - będzie bardziej radosny.
W końcu kolejną dekadę należy przywitać w odpowiednim nastroju :)

poniedziałek, 22 lipca 2019

Listy mogą być równie dobrze miłosne jak i zza grobu.

Remigiusz Mróz
"Listy zza grobu"


Są tacy autorzy, których nazwiska bronią się na rynku czytelniczym same. Jednym z nich jest z pewnością Remigiusz Mróz, którego tempo wydawania książek przypomina pociąg pendolino, a poziom i jakość jego twórczości wcale nie spada.

W swojej kolejnej pozycji pisarz kreuje postać Seweryna Baszczyńskiego, który po wielu latach powraca do swojej rodzinnej miejscowości, w której wiele rzeczy się zmieniło a wiele pozostało bez zmian. Po znacznym upływie czasu do głosu dochodzą wspomnienia i przeszłość, ale pojawiają się także nowe wątki w życiu. Seweryn wiezie je ze sobą nie do końca mając świadomość jak wielki wpływ będą miały na życie otaczających go osób.

Niewątpliwym atutem "Listów zza grobu" jest ciekawie skonstruowana fabuła. Zagadki, które pozostawione są w tytułowych listach są spójne, logiczne i konsekwentnie kształtowane. Zmuszą do myślenia, jednocześnie nie przytłaczając przy tym wydumanymi liczbami czy danymi "znikąd" jak to miało miejsce np. w Endgame. Składają się na jednolitą całość - niby tak oczywistą, a faktycznie ukrytą.

Bardzo podoba mi się także poczucie humoru głównego bohatera. Już chyba kiedyś o tym wspominałam, ale jeśli chodzi o te kwestie to pisarstwo Remigiusza Mroza zahacza nieco o styl Alka Rogozińskiego, który zwany jest przecież królem komedii kryminalnej i którego osobiście uwielbiam. Dzięki wprowadzeniu takiej małej odskoczni od poważnych wątków "Listy zza grobu" nabierają indywidualnego charakteru i nie sposób się przy nich nudzić.

Na plus oceniam także kształtowanie postaci kobiecych. Od czasu trylogii "w kręgach władzy" Remigiusz odbiegł nieco od dotychczas kształtowanego wizerunku kobiety-siłaczki (tak, mówię o Chyłce). Teraz, nadaje swoim bohaterkom cechy które choć z pozoru mogą świadczyć o słabości w rzeczywistości pokazują ich ludzkie oblicze - rozterki, wątpliwości, wahania. Kobieta też człowiek, prawda? Do tego, chyba po raz pierwszy w książce tego autora pojawiają sie dzieci - córki Seweryna, które tez dodają dynamizmu i humoru, ale także poruszają wątek, którego dotychczas nie było - rodzicielstwa i tego ile ojciec czy matka jest w stanie zrobić dla swoich potomków.

Podsumowując - jeśli szukacie dobrej, wciągającej lektury na lato, a znudziły się wam romanse i "Judyty" to powieść "Listy zza grobu" jest zdecydowanie dla was. Gwarantuję, że w czasie upałów nie raz zmrozi wam krew i zapełni długą sierpniową noc. Nawet komary przestaną być straszne. No i z pewnością dostarczy emocji i wrażeń, o których będzie można rozmawiać ze znajomymi wpatrując się w letnie ognisko czy szukając gwiazd na niebie.

środa, 5 czerwca 2019

O tym co i za ile można kupić czyli "Wyprzedaż snów"

"Wyprzedaż snów"

Marzena Rogalska


Książki pisane przez szeroko pojętych „celebrytów” zwykle wywołują u mnie pewną nieufność. Mamy przecież świadomość tego, że niejednokrotnie ich faktycznymi autorami są tzw. ghostwriterzy, których twórczość pozostaje głęboko ukrytą tajemnicą, a magnesem, który przyciąga czytelników jest nazwisko „kogoś sławnego”.
Okazuje się jednak, że jak w starym przysłowiu – nie należy oceniać książki po okładce.

Bohaterka historii stworzonej przez Marzenę Rogalską (i tak – wierzę, że faktyczną autorką jest właśnie ona), Agata Donimirska to trzydziestolatka po przejściach. Właśnie wraca z Londynu, w którym spędziła kilka ostatnich lat swojego życia. Niespodziewany wyjazd oraz równie niespodziewany powrót wywołują liczne konsekwencje w życiu nie tylko Agaty, ale również grona jej przyjaciół.
Głowna postać to kobieta silna, którą kolokwialnie można określić jako „babkę z jajami” J Jej optymistyczne, ale też realistyczne podejście do życia sprawia, że radzi sobie w wielu trudnych sytuacjach. Nie jest „ze stali”, ale też nie przedstawia sobą obrazu kobietki, która koniecznie potrzebuje do szczęścia mężczyzny, co oczywiście (uwaga! Spojler!) nie sprawia, że ostatecznie nie odnajduje miłości. Z życiowych perturbacji nierzadko udaje jej się wyjść z pomocą przyjaciół ( w tyle głowy zabrzmiało mi teraz „with a little help from my friends”).
Niewątpliwym plusem historii jest to, że pomimo swojej prostoty i dość popularnego w literaturze kobiecej motywu „Judyty”, która zaczyna od nowa, książka ma w sobie coś nieuchwytnego co wymyka się konwenansom. Wartka akcja, ciekawie wykreowani bohaterowie, doskonałe wyważenie cech charakteru głównej bohaterki sprawiają, że od historii nie sposób się oderwać. Agata świetnie pokazuje, że trzeba walczyć o siebie, ale nie robi tego „na siłę”. Nikomu nie musi nic udowadniać. Dzięki temu, że jest sobą, dobrze się ze sobą czuje i zna swoją wartość cenią ją inni.
Postacie z drugiego planu również przedstawiają sobą całą mozaikę zachowań, cech, charakterów. Mamy osoby, które wyszły z uzależnienia, geniusza informatycznego, niewidomego muzyka, znawcę dzieł sztuki, weterynarz, lekarkę, dzieci, dorosłych, psy i koty. Wydaje się, że taka paleta nie może stworzyć całości? Rzeczywiście, wydaje się, bo te miszmasz kolorów w efekcie tworzy piękny, barwny i spójny obraz.
Bardzo duży plus za kreatywność w tworzeniu snów i listów jakie Agata przekazała swoim przyjaciołom, ponieważ pokazuje, że warto słuchać instynktu, podświadomości. W chwilach zwątpienia, załamania to często ona podsuwa najlepsze rozwiązania, które przecież są na wyciągnięcie ręki.
Choć wszystkie rodziały książki utrzymane są na równym poziomie, nie ma części które byłyby przydługie czy po prostu nudne, prawdziwą petardą emocjonalną jest zakończenie, którego oczywiście nie mogę zdradzić. Zdecydowanie warto, bo dawno nie miałam w rękach powieści przy której zakończeniu uzewnętrzniłam się do tego stopnia, że aż zakrzyknęłam z niedowierzania.
Podsumowując, Wyprzedaż snów to historia dla wszystkich, nie tylko dla kobiet, bo poza „babkami”, mamy w niej także dobrą równowagę „facetów”. Opowieść dla ludzi, którzy chcą być szczęśliwi. Którzy szukają swojego potencjału i ścieżki. I dla tych, którzy potrzebują odprężenia, oddechu, oczyszczenia myśli – w końcu nadchodzi lato, a kiedy lepiej się śni i marzy niż w upalne czerwcowo-lipcowo-sierpniowe noce?  

niedziela, 12 maja 2019

Influencer Live 2019!

Influencer.
Co to słowo znaczy?

We współczesnym świecie, który ze swoją dynamicznie rozwijającą się technologią daje nam niemal nieograniczone możliwości nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Każdy z nas może znaleźć swoją "niszę", pole do działania.
Każdy może coś zrobić, wyjść z domu, pokazać się, zaprezentować swoje zainteresowania, wypromować swoją działalność....
Tylko od nas zależy czy to co będziemy robić będzie dobre.

Między innymi o tym opowiadali prelegenci tegorocznej konferencji #influencerlive2019 w Poznaniu.

Oczywiście, uczestnictwo we wszystkich wykładach czy warsztatach graniczyło z niemożliwością, jako że organizatorzy postarali się, aby atrakcji nie zabrakło.
Ze swojej strony, miałam jednak niewątpliwą przyjemność brać udział w spotkaniu z Robertem Biedroniem oraz Szymonem Hołownią. Oboje, choć w odmienny sposób pokazywali w jaki sposób influencerzy, blogerzy i twórcy mogą kształtować świat.
Szczególnie zapadły mi w pamięć słowa pierwszego z ww. mówców - odnoszące się do tego, że aby być szczęśliwym trzeba brać los we własne ręce. Może zabrzmi to nieco banalnie, ale faktycznie - każdy z nas jest kowalem własnego losu. A jeśli na pasji i zainteresowaniach można także wpływać na świat - dlaczego nie skorzystać z takiej możliwości.





Na szali należy postawić z jednej strony marazm, narzekanie i bierność, a z drugiej - działanie, ruch, aktywność. Jasne. To drugie nieodmiennie niesie ze sobą zagrożenia w postaci wszechobecnego hejtu, kłótni, wywoływania przysłowiowego "kotła bałkańskiego". Czy warto?
Czy warto mieć przeczucie, że robimy coś wartościowego?
Ze nasze życie coś znaczy? Że coś po sobie zostawimy?



 Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista, ale każdy musi udzielić jej samodzielnie w oparciu o swoje sumienie i wewnętrzne przekonania.
Mam też wrażenie, że tegoroczna edycja konferencji zbiegła się w czasie i w tematyce z inną akcją organizowana w Poznaniu. Otóż przy hotelu Sheraton, przy MTP, zainstalowane zostało sześć totemów projektu Alicji Białej. Symbolizują one współczesne Ziemi - Deforestację, produkcję żywności, wyeksploatowanie łowisk, smog, nadprodukcję plastiku i wymieranie populacji dzikich zwierząt. Jak mówi sama autorka: nigdy nie jesteśmy zbyt mali, by coś zmienić. 

Dodam jeszcze, ze wśród wystawców konferencji byli m.in. Lidl, Body Boom, Puffins czy Rosefield.



Partnerami akcji byli m.in Whiskey in the Jar oraz marka Allegro.



każdy z uczestników konferencji miał szansę na pokazanie swojego miejsca w sieci -
strony, bloga, instagrama na którym działa.

Konferencja dała szansę nawiązania nowych znajomości, kontaktów, nabrania doświadczenia i zdobycia wiedzy. Tych z was, którzy brali udział serdecznie pozdrawiam. Tych, którzy nie byli namawiam do udziału w następnej edycji.

DO ZOBACZENIA ZA ROK!




poniedziałek, 25 marca 2019

Wiosna.....

WIOSNA - CIEPLEJSZY WIEJE WIATR.....

Choć wiosna - zarówno ta astronomiczna jak i kalendarzowa w teorii już przyszły to w praktyce pogoda jest w kratkę. Z jednej strony na niebie częściej gości Słońce, jest cieplej, a kwiaty i drzewa powoli zaczynają wypuszczać pierwsze pąki, ale z drugiej - nadal częściej jest pochmurno, pada deszcz, a nastroje i ciśnienie szaleją. sytuacji nie poprawia zatłoczona i opóźniona komunikacja miejska, natłok spraw, wieczny pośpiech, natłok spraw do załatwienia, ciągłe bycie w niedoczasie.

Jednym słowem - przesilenie wiosenne w pełnej krasie.

Do czasu aż nasze organizmy nie przyzwyczaja się do nowej pory roku, a niedługo także i zmiany czasu z zimowego na letni - pozostaje suplementacja witaminami i minerałami, dobra kawa albo herbata i relaks z książką (no, ewentualnie przy dobrym serialu,ale to temat na inny post - swoją drogą szczerze i gorąco polecam moje najnowsze odkrycie - Dom z papieru by Netflix - cudo <3 )

Aby nie zabrakło wam motywacji w tym paradoksalnie trudnym okresie w dzisiejszym poście oferuję wsparcie estetyczne w postaci najlepszych książkowych cytatów o wiośnie. Oczywiście, wybór ma charakter czysto subiektywny :) Trzymajcie się moi drodzy, będzie dobrze :)

Wiosna nie zna różnic wieku - każdy wydaje się młody i radosny. Troski idą na chwilę w zapomnienie, a serca pulsują przeczuciem nieśmiertelności.
Lucy Maud Montgomery – Uwięziona dusza - pamiętniki





 I jak na wiosnę deszcz ciepły a obfity topi śniegi, tak potężna nadzieja stopiła zwątpienie.
Henryk Sienkiewicz – Potop




Wiosną górę pokrywała nieokiełznana zieleń, wzbierająca aż pod niebo. Zawsze stawało się to nagle. Któregoś ranka po prostu była już wiosna, a jej bujny aromat przesycał powietrze. Starzec wdychał gęste ziemne wonie, wspominając inne wiosny, inne lata. Mgliście rozmyślał nad tym, jak pamięta się zapachy... Bo przecież inaczej niż widoki.
Cormac McCarthy – Strażnik sadu



 Pączkują nowe przyjaźnie. Ukorzeniają się stare. Pomimo zmęczenia, pomimo blizn i niedociągnięć, strat i bezpowrotów idzie wiosna. Szkoda by było tego nie złapać, nie wyciągnąć za uszy. Szkoda by było się na tym nie skupić.
Agnieszka Kaluga – Zorkownia




Jedyną sensowną i NATURALNĄ porą na realizację postanowień jest początek wiosny. Optymizm się budzi do życia, drzewa kwitną, ptaszki szwargoczą, słońce nieśmiało wychodzi zza smogu, śnieg topnieje i odkrywa wszystkie psie gów… Wróć. Optymizm. Optymizm się budzi do życia. Ciepło się robi. Wszystkie znaki na niebie – bo, jak ustaliliśmy, na ziemi niekoniecznie – zdają się mówić: „TERAZ! To jest twój moment!
Pani Bukowa – Wielki Ogarniacz Życia czyli Jak być szczęśliwym nie robiąc niczego


 Wiosna przyszła wcześnie, natarczywa, gwiaździsta i bezsenna.
Piotr Wojciechowski – Kamienne pszczoły


Wiosna ma to do siebie, że wszędzie jest śliczna i każde miejsce w świecie barwi w sposób jedyny i niepowtarzalny. Mieszkaniec Manchesteru, Sosnowca czy Łodzi, a więc miast zadymionych i mało ponętnych, z równym zapałem będzie utrzymywał, że jego sosnowiecka czy manchesterska wiosna jest najpiękniejsza, a przynajmniej w niczym nie ustępuje wiośnie paryskiej.
Leopold Tyrmand – Tyrmand warszawski





niedziela, 17 marca 2019

Nie jest żadnym sekretem, że "prawdy i tajemnice" chodzą w parze.

"Prawdy i tajemnice" - Sylwia Trojanowska


Twórczość tej autorki kojarzyłam do tej pory jedynie z powieściami młodzieżowymi tj. serią "Szkoła latania". Już wówczas wiedziałam, ze warto będzie sięgać po kolejne jej pozycje.
Kiedy więc na rynku wydawniczym ukazała się pierwsza i druga część sagi rodzinnej "Sekrety i kłamstwa" nie potrzebowałam dużo czasu żeby sięgnąć i po nią.


Jak wynika z opisu wydawnictwa - "Magdalena godzinami wsłuchiwała się w opowieści dziadka, jego przeszłość wciąż skrywa tajemnice. We wspomnieniach Ludwika z lat wojny nie brakuje skomplikowanej miłości, strachu i cierpienia. Gdy Magdalena odkrywa niezwykłe poświęcenie Heleny dla jej bliskich, ma wrażenie, że powrót do rodzinnych historii buduje ją na nowo. Przy dźwiękach nostalgicznej muzyki czyta listy i zapiski, które nigdy nie powinny wyjść na jaw. 


Próba rozliczenia się z przeszłością okaże się bolesna, bo niektórych obrazów nie da się już wymazać z pamięci, a dawno podjęte decyzje wciąż przynoszą konsekwencje. Jak prawda o dziadku wpłynie na życie Magdaleny?
Prawdy i tajemnice to krok w stronę rodzinnego pojednania. Rany, przez długie lata pełne żalu, dumy i tęsknoty, jeszcze mogą się zabliźnić. Jeszcze jest na to czas…"

Cóż mogę powiedzieć o książce?

Proza Sylwii Trojanowskiej ma w sobie to coś, co sprawia ze nie można się oderwać od opowieści. Tutaj dodatkowo, na korzyść przemawia przeplatanie wątków współczesności oraz historii. Nie jestem w stanie ocenić w jakim stopniu autorka sięgała do materiałów archiwalnych, a na ile wykazywała się literacką kreatywnością, ale to świadczy jedynie o jej kunszcie literackim. Uważam jednak, że niezależnie od tego ile w treści prawdy  a ile fikcji przedstawiona historia jest na tyle rzeczywista, że mogła mieć miejsce. Z pewnością historia zna setki podobnych zapomnianych lub przemilczanych historii - gwałtów, rozbojów, mordów.....



Równie dobrze jak w pierwszej części ukazana jest złożoność postaci bohaterów. Ludwik Starkowski z jednej strony, "zły" i nieobliczalny, w gruncie rzeczy jest wrażliwym człowiekiem. Odpycha od siebie innych, bo się boi, ale jednocześnie nie chce zostać sam. Nie radzi sobie z własnymi emocjami, odczuciami, poszczególne elementy swojej historii ujawnia stopniowo. Wśród niektórych czytelników takie "szatkowanie" i żonglowanie wątkami Ludwika, Magdaleny, Ewy, Piotra i "Chochoła" może wzbudzać poczucie braku spójności czy nawet chaosu, ale moim zdaniem zamierzeniem autorki było wyłącznie ukazanie jak ciężko przychodzi otwarcie się na drugiego człowieka. Pokazanie, że duży ładunek emocjonalny jaki niesie ze sobą psychiczna spowiedź wymaga przerw. 

W końcu Ludwik, podobnie jak każdy z nas, nie jest człowiekiem bez uczuć.  O głębokiej relacji jaka łączy go z wnuczka świadczy także to, że w rozdziałach w których występują wspólnie o Magdalenie właściwie nigdy nie mówi się używając jej pełnego imienia - zawsze określa się ją mianem Dusi. 




Akcja powieści zdecydowanie zagęszcza się na koniec. Zamiast powieści obyczajowej przekształca się ona w powieść sensacyjną z drobnymi elementami kryminału. Zabieg ten sprawia, że po części opisowej, która może w pewnym momencie nieco nużyć, dochodzi do wzmocnienia tempa, nagromadzenia emocji, wywołania dreszczyku...


Także i otwarte zakończenie pozostawia czytelnika w napięciu i oczekiwaniu na kolejną, trzecią już część.



Podsumowując, jeśli szukacie powieści, która z jednej strony wzbudzi w was refleksje i poczucie więzi z rodziną, jeśli jesteście w zatargu z kimś bliskim i chcecie się pojednać, jeśli potrzebujecie odprężenia, ale także opowiadania z wątkami historycznymi oraz ukazania jak wielki wpływ ma na nas przeszłość, 
jeśli szukacie odpowiedzi na pytanie czy da się żyć ze świadomością zła które się wyrządziło, ciężkich wydarzeń oraz trudnych przeżyć - ta seria z pewnością odpowie na te oraz na wiele innych waszych pytań. Serdecznie polecam. Pani Sylwio, z niecierpliwością czekam na kolejny tom! 




wtorek, 12 marca 2019

Trzynastego.......



13.03.2019


Trzynastka ma coś w sobie. To "coś" sprawiło, że uznana została za pechową. Chociaż osobiście nie wierzę w tego typu przesądy i staram się traktować je z przymrużeniem oka, to jednak czasem warto dla pewności "odpukać w niemalowane".

Najbardziej popularny "zabobon" trzynastego to oczywiście czarny kot. Jeśli przebiegnie ci drogę to trzeba poczekać aż ktoś inny pierwszy przekroczy trasę jego przebiegu i "zabierze" pecha ze sobą. Jeśli chodzi o literackie postacie czarnego kota to myślę, że pierwszym jaki przychodzi na myśl jest Salem z "Sabriny...."

Znalezione obrazy dla zapytania salem kot

Z kolei tym bardziej ambitnym z pewnością kojarzy się Behemot z "Mistrza i Małgorzaty".
Obaj przedstawiciele tego gatunku, choć próbują pozować na przysłowiowych "twardzieli" są w rzeczywistości wybitnie inteligentnymi i całkiem sympatycznymi stworzeniami, które niejednokrotnie przewyższają swoimi zachowaniami i rekcjami ludzi.
                                        Znalezione obrazy dla zapytania behemot kot

Trzynastego dnia miesiąca nie można także deptać po szczelinach, przechodzić pod drabiną ani rozsypać soli. Wszystkie te z pozoru prozaiczne i codzienne czynności w tej konkretnej dacie mogą doprowadzić do katastrofy na miarę "Blackout-u" Elsberga. Jeśli wiec chcesz "szaleć" rób to przez pozostałe 365 dni. Nie trzynastego.

Jeśli natomiast chcesz odgonić od siebie pecha koniecznie weź na szczęście koniczynę, słonia z wysoko zadartą trąbą albo inny talizman na szczęście. Może być totem, niczym w bajce "mój brat niedźwiedź". Jestem pewna, że każdy potencjalny przykry przypadek cię wtedy ominie.

Znalezione obrazy dla zapytania totem mój brat niedźwiedź

Oczywiście, chciałabym zaznaczyć, ze ten post ma charakter wyłącznie żartobliwy :)
W każdym jednak razie, w tym roku wypada w środę - sam środek tygodnia. Niezależnie od tego jakie macie plany na ten dzień i jak ciężki może się on okazać - życzę wam powodzenia :)

poniedziałek, 4 marca 2019

Marzec. Kiedy to się stało?

STOSIK CZYLI PODSUMOWANIE LUTEGO

Luty to najkrótszy miesiąc w roku, o czym łatwo się przekonać zaglądając w kalendarz. W zależności od tego czy mamy rok przestępny czy zwykły ma 28 lub 29 dni. O tym z kolei wie nawet dziecko - a przynajmniej takie, które ma za sobą pierwsze kilka miesięcy nauki w szkole. Oczywista oczywistość.


Nie jest jednak oczywistością w jaki sposób te 4 tygodnie minęły jak przysłowiowy jeden dzień. Pamiętam jak w rozmowie z koleżanką powtarzałam, że dopiero był 1 stycznia, a już mamy luty. 
Teraz powinnam odpowiednio zmienić nazwy miesięcy. Plusem jest to, że zdecydowanie bliżej nam do wiosny - robi się cieplutko, kwiaty kwitną, ptaki śpiewają, do życia budzą się pozytywne uczucia, emocje, a  wraz z nimi kwitną też pomysły na nowe powieści. Tempo czytania również rośnie.bo przecież nie ma nic lepszego i bardziej romantycznego niż oddanie się dobrej lekturze na parkowej ławce albo na kocyku.

Ten post, wbrew pozorom, nie ma na celu przeglądu nowości wydawniczych na nowy sezon, ale dokonanie podsumowania lutego. Jestem sama zdumiona własnym tempem, ponieważ przez te króciutkie 28 dni przeczytałam (a może raczej pochłonęłam) 14 książek (ok - w tym 2 audiobooki, ale jednak to też książki). Z pewnością nie zrecenzuję ich wszystkich, ale w kolejności chronologicznej lista lutowa (wraz z krótką oceną) przedstawia się następująco:

1. Kontratyp - Remigiusz Mróz
recenzja jest tutaj - w skrócie - jeśli komuś miał się udać tak szalony pomysł na fabułę jak to ma miejsce w tym wypadku to tylko Mrozowi i Chyłce :)

2. Mąż na niby - Nina Majewska-Brown
literatura kobieca, Dobrze, choć może nieco rozwlekle pokazane rozterki i perypetie życiowe kobiety zdradzonej przez męża, która musi poradzić sobie w nowej sytuacji - mierzy się w tym zakresie zwłaszcza z utratą wiary we własną kobiecość

3. Dom czwarty - Katarzyna Puzyńska
Oj! Dawno nie czytałam o Lipowie. Minęło co najmniej kilka miesięcy od mojej ostatniej wizyty u młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego i sierżant sztabowej Emilii Strzałkowskiej. zmieniło się dużo, ale zdecydowana większość pozostała taka sama, co sprawia, że trochę poczułam się jakbym wracała do domu.

4. W promieniach szczęścia - Agata Przybyłek
Agata Przybyłek jak zawsze niezawodna - ciepła powieść rozgrywająca się na wielu płaszczyznach, na którą trafiłam dokładnie w momencie, w którym potrzebowałam nadziei i otuchy

5. Z otchłani - Martyna Senator
New Adult. Chyba jestem już za dorosłą na ten gatunek, ale nie mogłam przecież pozostawić serii niedokończonej. Poza tym , Martyna Senator nawet powieść z założenia dedykowaną dla młodzieży potrafi tak zaczarować, że dorośli też odnajdą w niej coś dla siebie

6. Zostań do rana - Agnieszka Krakowiak-Kondracka
kolejna bohaterka z serii "Judyt" i polskich Bridget Jones. Żelazny charakter, mnóstwo humoru, zawirowania życiowe i absolutnie fantastyczny obraz relacji matki i córki.

7. Cudze jabłka - jw.

8. Kobiety nieidealne. Iza - Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles
Przykład tego, że nawet jeśli tomy serii można czytać oddzielnie to jednak nie należy tego robić. Oczywiście, przyjemność z lektury była niepodważalna (zwłaszcza, że odnalazłam w Izie pewne własne cechy), ale pewnie odbiór byłby nieco inny gdybym poznała bohaterkę w innych okolicznościach. I oczywiście nieco więcej czasu zabrało mi rozeznanie się w treści - kto jest kim, czyim dzieckiem i dlaczego Japończykiem.....

9. Trzecia - Magdalena Stachuła
Chciałam zacząć od Idealnej, ale akurat nie miałam takiej możliwości, bo po prostu nie było jej w bibliotece. Ta pozycja była moim pierwszym i z pewnością nie ostatnim spotkaniem z autorką. Przez cały czas miałam wrażenie jakbym czytała kolejną powieść J.P. Delaney, którego uwielbiam. wielkie brawa za stworzenie kryminału na międzynarodowym poziomie

10. Pod mocnym aniołem - audiobook - Jerzy Pilch
Od czasu tej lektury słowo deliryk i delirium nigdy nie będzie już brzmiało tak samo. świetnie pokazane rozterki alkoholika i jego problemy niezrozumiałe dla osób z zewnątrz. Pokazanie jego walki, absurdów dnia codziennego, wzlotów i upadków. A to wszystko z pasją czytane przez Andrzeja Grabowskiego. Dobra fabuła i dobry lektor - czy mogło sie skończyć inaczej niż sukcesem? Teraz z czystym sumieniem mogę obejrzeć film i jestem pewna, że Robert Więckiewicz też dał w nim popis swoich umiejętności.

11. Dlatego od ciebie odeszłam - Agata Przybyłek
Oficjalnie największe zaskoczenie tego miesiąca. Nie powiem nic więcej poza tym, że książka swoim zakończeniem szokuje. Jest to jednak szok w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

12. Życie na zamówienie. - Karolina Wilczyńska
Po serii "stacja Jagodno" autorka tworzy nową bohaterkę. I bardzo dobrze. Czasem warto zrobić przerwę, choćby po to, żeby nie popaść w pewien schemat zachowań i szkodliwą rutynę. Klimat powieści pozostaje ten sam, ale pojawiają się nowe elementy - jak choćby dotąd nie poruszana problematyka scysji rodzinnych, zrywania relacji, dorastania w przyspieszonym tempie a nawet - prześladowana przez niechcianych adoratorów. Czyta się błyskawicznie i jeszcze szybciej chce się więcej.

13. Na dnie duszy - Anna Sakowicz
Trzy pokolenia, trzy kobiety - tak różne, a tak podobne. Zjednoczone przez śmierć seniorki rodu Rozalii, która przez całe życie oschła wyjawia rodzinne sekrety. wodzi swoją córkę, wnuczkę i członków rodziny za nos, stawia przed nimi zagadki do rozwiązania tylko po to żeby na końcu okazało się, ze faktycznie nikt nic nie wie, a to seniorka znała swoich najbliższych lepiej niż oni sami siebie. Zabawna powieść,(głowie z powodu wspomnianej babki Rozalii, ale także bardzo, bardzo refleksyjna. Dzięki tej lekturze możemy przejrzeć samych siebie jak w lustrze.

14. Terapeutka.  -Bernadetta Prandzioch
Gdyby nie to, że zalegała na domowej półce pewnie bym po nią nie sięgnęła, Dobra, ale właściwie nic poza tym. Jej treść jakoś rozmyła mi się między pozostałymi 13 książkami z tego miesiąca i nieszczególnie zapadła w pamięć. Ale jako że to debiut to można wybaczyć. Czas pokaże, czy pojawią się kolejne i czy będą one lepsze. Warsztat literatki wyrabia się  przecież  z kolejnymi powieściami, a najważniejsze jest to, żeby iść w górę.

poniedziałek, 25 lutego 2019

miłość nie zawsze wystarcza i "Dlatego od ciebie odeszłam"

                                      "Dlatego od ciebie odeszłam"

Agata Przybyłek


Nie tak dawno pisałam o tym, że literatura ma służyć wzbudzaniu pozytywnych emocji, nadziei na przyszłośc, radości. Nadal podtrzymuje swoje stanowisko w tej materii.
Z drugiej jednak strony, jaki byłby sens literatury obyczajowej, gdyby nie pokazywała również cieni życia, problemów, smutków? Nie chodzi przy tym o przysłowiowe ściągnie w dół, ale o ukazanie rzeczywistości. Całości rzeczywistości.

Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach, wśród dwóch różnych grup wiekowych.
Pierwsza to studenci, przyjaciele - Ada, Paweł i Igor. Każde z nich jest inne, pochodzi z innego środowiska, ma inne problemy. Nie chciałabym tu zdradzać za dużo z treści, ale Ada to młoda ambitna dziewczyna z dość jasno sprecyzowanym planem na przyszłość, jeden z jej przyjaciół cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, a drugi w związku z ciężką sytuacją rodzinną jako remedium na problemy uważa przypadkowy seks. To co łączy bohaterów to skomplikowane relacje miłosne - obaj męscy bohaterowie kochają bowiem główną bohaterkę każde na swój sposób.
Druga płaszczyzna to historia Marianny, która przeżyła wojnę, która wbrew rozsądkowi zakochała się w Niemcu - oprawcy, i która długo nie dostrzegała jego prawdziwej, okrutnej natury. Kiedy jednak przyszło otrzeźwienie z bólem i żalem musiała pożegnać swoją miłość.




Agata Przybyłek w trzeciej części serii "Bądź przy mnie zawsze" odbiega od schematu z którego jest znana. Przede wszystkim dlatego, że powieść "Dlatego od ciebie odeszłam" jest zdecydowanie dojrzalsza i poważniejsza. Skupia się na sytuacjach z przeszłości oraz na tym jaki wpływ ma ona na całe nasze życie, a z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Przypadkowe spotkania, pozornie nic nie znaczące detale, przewrotny los - wszytsko to może sprawić, żę nasza sytuacja zmienia się o 180 stopni. Pokazuje, że wbrew pozorom nie na wszytsko w życiu mamy wpływ, a decyzje często podejmujemy na oślep. Układamy zyciowe puzzle, w których brakuje nam elementów. Nie możemy zatem dostrzecz pełnego obrazu. 

Agata Przybyłek po raz pierwszy podjęła także próbę zmierzenia się z powieścią, która opiera się o historię. Z pozytywnym efektem. I chociaż jak sama to podkreśliła, choć pomocą służył jej ojciec - historyk, celem nie było oparcie się na faktach historycznych. Niezależnie jednak od tego, umiejscowienie części akcji w XX wieku sprawia, ze powieść nabiera nieco dynamizmu. Takie zestawienie przeszłośc i przeszłości doskonale wpisuje się w konwencję, o której już pisałam wyżej - że decyzje jakie podejmujemy nierzadko oddziałują na całe nasze życie.

Już samym tytułęm autorka sugeruje, że tym razem powieść będzie przesycona refleksją i rzeczywiście tak jest. Dużo z niej melancholii i rozważań, jednak tematem przewodnim nadal pozostaje MIŁOŚĆ i różnorakie jej odcienie i barwy - zaczynając od bladego różu podczas poznawania drugiej osoby, czerwieni w najbardziej intensywnym stadium zakochania, żółci przy zazdrości, błękitu kiedy wygasa. Tylko czy naprawdę miłość może do końca wygasnąć? M
oim zdaniem, ostateczną konkluzją książki jest to, że Miłość (przez duże M) do osoby, która raz pokochaliśmy zostaje z nami zawsze, choć często ukryta głęboko w środku. Okoliczność ta wychodzi na jaw często w najmniej oczekiwanych i pożądanych momentach, co może skończyć się tragicznie.

Nie chcę zdradzać zakończenia, ale jest szokujące - w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Przede wszystkim jednak na olbrzymi plus zasługuje to, ze opisane jest oszczędnie. Autorka nie wpada w groteskę czy jakakolwiek przesadę - wszystko opisuje dyskretnie, delikatnie, zostawiając niedopowiedzenia i ciszę w miejscach,  w których słowa powinny zostać zastąpione osobistymi emocjami czytelnika.

Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej, przyjemnej historii na weekend, która was odpręży i zrelaksuje - nie sięgajcie po ten tom serii (odsyłam do "Takie rzeczy tylko z mężem"). Jeśli jednak macie ochotę na nutkę goryczy, szukacie wspomnień, rozważań, refleksji - wybór "Dlatego od ciebie odeszłam" będzie strzałem w dziesiątkę.

wtorek, 19 lutego 2019

Jaki owoc jest twoim ulubionym? Na dzisiejszy deser proponuję "cudze jabłka".

"Cudze jabłka"

Agnieszka Krakowiak-Kondracka


Przyznam szczerze, że autorka tej powieści nie była mi znana. Jej nazwisko nigdy nie obiło mi się o uszy", nie pojawiło na żadnym forum książkowym, na fejsbukowej grupie czy w wyszukiwarce Google. Seria "z fasonem" też nie brzmiała znajomo (dodam tylko że w jej ramach dwie powieści napisała bardziej popularna Agnieszka Olejnik)
Przyciągnęła mnie okładka.
Trylogia autorstwa Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej stała sobie na półce w bibliotece i skupiła na sobie mój wzrok niczym zielono-pomarańczowo- czerwona tęcza. Nie będę się przecież opierać. Szkoda że limit książek na karcie pozwolił mi wypożyczyć tylko dwie, ale już niedługo, niedługo...…..

"Cudze jabłka" to powieść o Marku, Ewie i ich nastoletniej córce - Poli. Rodzina, którą można określić dobrze sytuowaną. On jest architektem, ona panią domu. Prowadzą życie o którym wielu może pomarzyć - duży dom, zagraniczne wakacje, dobra pensja męża. żyć nie umierać. Wszystko zmienia się o 180 stopni po wyjeździe do Grecji, kiedy to okazuje się że zagraniczny kontrahent oszukał głównego bohatera i zamiast zarobku piętrzy się przed nim stos długów i zobowiązań. Od tej pory wszystko wydaje się toczyć po równi pochyłej w dół. Powoli zaczyna brakować funduszy, konieczne jest dopasowywanie się do nowych okoliczności. O ile dorosłym przychodzi to z trudem, o tyle nastoletnia Pola w ogóle nie może zrozumieć co dzieje się w jej rodzinie. Pomimo że jej rodzice walczą o to, aby utrzymać swoją relację na tym samym poziomie zaangażowania w ostatecznym rozrachunku ojciec wyprowadza się z domu. Matka, która chce zapewnić córce najlepsze warunki, w tym możliwość rozwoju jej kariery pływackiej unosi się tym samym honorem i podejmuje pracę w hotelu. Ukrywa tylko, że zatrudniła się jako..... sprzątaczka.

Z opisu - nic specjalnie wielkiego. Ot, kolejna historia małżeństwa w kryzysie, który ostatecznie zostaje przezwyciężony. Niektórzy autorzy mają jednak dar, który prostą codzienną historię pozwala tak zaczarować, że po prostu wciąga. O tym, że literatura ma nam dawać nadzieję i wiarę na przyszłość pisałam już pryz okazji recenzji powieści "W promieniach szczęścia". "Cudze jabłka" zdecydowanie spełniają to kryterium. Dobrze tez ukazana jest przemiana głównej bohaterki z nieco niezorientowanej małej dziewczynki, która do tej pory funkcjonowała tylko przy mężu, poprzez sprzątaczkę, dla której ten rodzaj pracy jest hańbą, aż po kobietę, która wykształca sobie własną wartość i walczy o siebie i rodzinę.

Na docenienie zasługuje także dobre ujęcie reakcji jedenastoletniej Poli. Z jednej strony nie rozumie ona zachowania swoich rodziców (którzy maja przed sobą tajemnice, wśród których pojawiają się nieporozumienia, niedomówienia), a z drugiej - czuje i wie więcej niż można spodziewać się po tak młodej osobie. Jak sama mówi w jednym z cytatów - dorasta. Co więcej, dzieje się to na każdej kolejnej karcie powieści.
Rozwój bohaterów jest tym samym wyraźnie widoczny.

W tej historii nieco mniej jest panów. Oczywiście, mamy męża głównej bohaterki, partnera jej przyjaciółki oraz...… Wiktora, ale główną role pełnią kobiety. Może to nieco feministyczne, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi na dobre. Bardzo doceniam tez to, że autorka nie starała się za wszelką cenę wprowadzić do powieści wątku romansu. Relacja Ewy oraz Wiktora pozostaje na płaszczyźnie czysto przyjacielskiej, choć pewnie dla części czytelników kuszące byłoby kilka scen. Otwarcie mówię  - nie doczekacie się ich - i bardzo dobrze.

Spodobało mi się opisanie rzeczywistości hotelu. Jest wiele filmów, które pokazują jak wśród luksusów funkcjonują pokojówki, menedżerowie, zarząd, ale mało kto decyduje się na zejście na niziny (oczywiście nie mam tu na celu obrażania kogokolwiek), bo to zawsze ryzykowne i można narazić się na zarzuty dyskryminacji. Autorka tymczasem opisuje rzeczywistość tej grupy z wyczuciem i wyważeniem, nie szczędząc jednak rzeczywistych opisów zachowania gości, w tym ich agresji wobec obsługi czy nieco stereotypowego rujnowania pokoi. Poza tym, to nie miał być przecież reportaż o funkcjonowaniu sprzątaczek tylko powieść obyczajowa.

Zabrakło mi nieco jakiegoś momentu kulminacyjnego. Nie chodzi oczywiście o spektakularne fajerwerki, ale czegoś co nadałoby tej okładkowej zieleni nieco więcej szmaragdowego blasku. Tymczasem historia jest po prostu.... dobra.
Pewnie też taka miała być.
W końcu pokazuje życie, a ono jest przede wszystkim prawdziwe. Nie czarne. Nie białe. Są w nim pozytywne i negatywne emocje, ale dla większości z nas jest po prostu przeciętne. I to ukazuje książka - codzienne funkcjonowanie, śmiech, łzy, radość, smutek. Bez większych emocji, szoków czy wymuszonej fabuły. Tutaj nikt nie pakuje walizek i nie decyduje się z dnia na dzień na weekendowy wypad na ośmiotysięcznik ( o tym: tutaj)  :D :D

poniedziałek, 11 lutego 2019

słów kilka o tym jak mozna się wygrzać "w promieniach szczęścia"

W promieniach szczęścia. 

Agata Przybyłek



Styczniowa pogoda nas nie rozpieszcza. Pomimo, że coraz częściej promienie słońca przebijają się przez zachmurzone niebo rażąc w oczy i stymulując organizmy do produkcji witaminy D to jednak pamiętać trzeba, że nadal mamy zimę.

Biorąc to pod uwagę, chwytam się niemal wszystkich sposobów, aby poprawić sobie humor - przynajmniej ten wewnętrzny. Ksiązki Agaty Przybyłek stanowią niezastąpiony środek zaradczy na wszelkie niepogody i życiowe zawirowania, więc jaką inna lekturę mogłam wybrać na "zaziębiony" lutowy weekend?

"W promieniach szczęścia" to drugi tom serii "Bądź przy mnie zawsze". Ta część serii opowiada historię Łucji oraz Justyny, a także ich partnerów - odpowiednio Łukasza i Filipa. Brzmi banalnie? Macie wrażenie, że już gdzieś słyszeliście taką historię? Mylicie się.

W pierwszej kolejności trzeba zaznaczyć, że pomimo iż historia koncetruje się wokół dwóch bardzo młodych dziewczyn, nie oznacza to bynajmniej, że nie zostały już one doświadczone przez życie. Jedna z nich ukrywa sekret, który niszczy jej życie i z którym stara się sobie radzic na kolejnych kartach powieści. Dzięki temu, opowieść stanowi niejako jej spowiedź, wyznanie. Druga, miała jasno sprecyzowany plan na życie, marzenia, ambicje. Niestety, przewrotny los sprawił że musiała z nich zrezygnować i dostosować się do rzeczywistości. I choć wielokrotnie twierdzi, że niczego nie  żałuje dla każdego wrażliwego czytelnika jest jasne, że nie tak wyobrażała sobie swoje życie. Nie tak również wyobrażali sobie jej przyszłość najbliżsi. 
Czy dziewczęta mimo przeciwności, smutku, żalu i traumatycznych przeżyć są w stanie odnaleźć swoje szczęście? 

Książka Agaty Przybyłek pokazuje, że definicja pojęcia "szczęście" jest dla każdego inna. Nasz los jest tylko w naszych rękach i chociaż często napotykamy na życiowe zawirowania to z odrobiną optymizmu ze wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić. Nie można całe życie kierować się opinią innych, bo to nie ma nic wspólnego ze świadomym kształtowaniem swojego życia. Z pewnością też nie można nazwać "dorosłym" osoby która żyje realizując oczekiwania innych. Nie możemy dać się "popychać".

Po drugie, w powieści poruszony zostaje ważny dla każdej kobiety problem: kariera, nauka, rozwój czy dziecko, rodzina? Ciekawie opisany wątek, pokazuje że często te dwie dziedziny są nie do pogodzenia. 

Po trzecie bohaterki - złożone, dzielne - każda na swój sposób, wywodzące się z odrębnych środowisk. Na pozór kompletne przeciwieństwa, pod pierwszą warstwą mają jednak całą gamę cech wspólnych. Jedyny mój zarzut w tym zakresie sprowadza się do tego, że jedna z nich jest może nieco zbyt "kryształowa". Nie kwestionuję, że ludzie obdarzeni tak szlachetnym charakterem istnieją, ale zdecydowanie są w mniejszości. Z drugiej strony, czy literatura nie ma służyć właśnie skupieniu się na dobrych ludziach, cechach i budowaniu optymistycznego podejścia do życia? Agata Przybyłek z tego przecież właśnie słynie. 
Nieco bardziej podobni charakterologicznie są w powieści panowie, ale nie wokół nich się tu koncentrujemy.

wspomnienie zeszłorocznego majowego weekendu w Międzyzdrojach. 
Ależ tęsknię za Słońcem i ciepłem...…


Na plus zasługuje splecenie ze sobą historii Łucji i Justyny. Nie jest ono oczywiste od początku, ale od momentu, w którym niczym wątek i osnowa zaczynają tworzyć spójny materiał robi się już tylko ciekawiej i ciekawiej, a od literackich opisów i umiejętnie tworzonych zdań ciężko się oderwać. 

Zabrakło mi jednak czegoś w zakończeniu. Odniosłam przeczucie, że autorka niejako spieszy się, aby zamknąć powieść przez co trochę się ono rozmyło i było jakieś niepełne. 

Na marginesie, być może to nadinterpretacja, ale mam wrażenie, że w pewnym momencie Autorka. inspirowała się powieścią M. Majcher - "Cztery pory uczuć. Lato". Zarówno co do tematyki, jak i trochę co do opisów, ale nie traktuję tego jak minus, o świadczy jedynie o dobrej znajomości gatunku literackiego, w którego kręgu Agata Przybyłek się obraca. 

Podsumowując, kolejna udana pozycja w dorobku pisarki. Ciepła, słoneczna, sympatyczna, ale również z nutą refleksji i rozważań. Po prostu - samo życie, którego kształt w ostatecznym rachunku zależy od nas. 




poniedziałek, 4 lutego 2019

Ten "typ" tak ma i zdecydowanie jest w "kontrze" do wszystkich - "Kontratyp"

Remigiusz Mróz "Kontratyp"


Od czasu premiery "Chyłki. Zaginięcia. " chyba każdy wie kim jest ta postać literacka. Niepokorna, zbuntowana, "robiąca swoje". Co więcej, robiąca to świetnie. Mimo kłującego charakteru - wybitna.

Kolejny tom serii o Chyłce różni się nieco charakterem od pozostałych i wynika to z kilku przyczyn.


Po pierwsze - pomysł na tę część. 
Do tej pory R.M. umieszczał akcję tylko w Warszawie i okolicach. Tym razem wpadł na szalony pomysł wysłania bohaterów na zbocza Annapurny. Zupełnie jakby oderwał się od rzeczywistości. "Wiesz co, Zordon. Zarezerwowałam nam bilety na samolot. Jako romantyczny wypad wespniemy się razem na (prawie) dziewięciotysiecznik". Każdy przeciętny człowiek po takim zdaniu zostałby niechybnie umieszczony na oddziale zamkniętym, ale przecież mówimy o Chyłce. Jej wszystko ujdzie, prawda? Nawet niedorzeczny pomysł w jej przypadku zostanie zrealizowany.

Po drugie - fabuła. 

 
W miarę czytania wyraźnie widać, że ilość zakrętów, zawijasów i zwrotów akcji w każdej kolejnej książce Mroza jest coraz większa. Widać, że "Kontratyp" był pisany pomiędzy "Nieodnalezioną"  a "Nieodgadnioną". Wbrew pozorom, wcale nie wyszło mu to na złe. Wydaje ci się że coś już zrozumiałeś, załapałeś? Naiwny czytelniku. Chyłka, jak sama o sobie mówi jest "mistrzynią (intryg) klasy światowej". Niezależnie od tego jak jesteś bystry, ona zawsze jest krok do przodu. I może nieco mniej w tej części prawa, a więcej "wysokościowej" rzeczywistości, ale to tylko wzmaga ciekawość i pewnie w ten sposób skusi także nie zainteresowanych karnym i Waltosiem czytelników.
 
Po trzecie - Zordon + Chyłka.
Może pora znaleźć nazwę dla tej pary skoro już zapisała się w popkulturze? Zołka? Koryłka? Przepraszam, wykreślmy to trzecie, bo brzmi strasznie :P Osobiście optuję za "Chordonem", ponieważ brzmi jak nazwa Power-Rangersa albo Transformersa, a ten duet jest zdecydowanie żelazno-niepokonany.


Relacja niedoszłego adwokata i jego (jeszcze) patronki (w końcu egzamin wciąż przed nim) nabiera tempa. Pomiędzy docinkami, drobnymi złośliwościami, nerkowcami i tzw. "inside joke'ami" widać czułość tej dwójki. Pomimo że żadne nie chce tego pokazać wprost wszyscy wiemy, że wzajemnie się uwielbiają, a namiętność wybucha w najmniej spodziewanych momentach także i w tej części.


 To czym "Kontratyp" różni się od pozostałych to prawdziwa Czułość i Tęsknota, pisane z dużej litery. Przebijają się wyraźnie na każdej stronie na której opisana została samotna wyprawa Chyłki na Annapurnę. Pięknie i subtelnie pokazane, Bez niepotrzebnego nagromadzenia słów. Czasami milczenie i oszczędność są najlepszym środkiem jaki może zastosować autor i Remigiusz Mróz zdaje się doskonale o tym wiedzieć.

Po czwarte - tempo, dynamizm, siła i porównania.
Czyżby Remigiusz Mróz pozazdrościł Alkowi Rogozińskiemu (<3) Kontratyp obfituje w porównania, które świetnie osadzają akcje we współczesnej rzeczywistości i zdecydowanie przyspieszają czytanie oraz potrafią ubawić. W pamięć zapadł mi szczególnie jeden cytat: "Przemieliliśmy ją jak fit blogerki siemię lniane". :D Dawno się tak nie uśmiałam.

Jestem pewna, że cytat wejdzie do literackiego kanonu.

Po piąte - zakończenie. 
Chyba przyzwyczailiśmy się już, że każda część pozostawia nas z niedosytem i że NATYCHMIAST chcemy kolejnej, ale tym razem Remigiusz Mróz przeszedł samego siebie. Oczywiście nie zamierzam zdradzić w jakim suspensie pozostawił nas tym razem, ale jednego możecie być pewni. Wraz z kolejnymi przeczytanymi stronami przybliżacie się do punktu, w którym będziecie cierpieć mentalnie aż do następnego tomu.
Życie czytelnika jest cierpieniem
................................................................
Choć biorąc pod uwagę tempo pisania tego autora można stwierdzić, że zdecydowanie nie jest on sadystą. :D :D 


Podsumowując,"Kontratyp" można zasadniczo zdefiniować kilkoma słowami - szalony pomysł, który w przypadku wielu innych pisarzy zakończyłby się klapą, w tym wypadku jak zwykle został przekuty w sukces. 
Chyłka to Chyłka, a Remigiusz Mróz to Remigiusz Mróz i zestawienie tych dwóch nazwisk broni się samo. Więcej rekomendacji nie potrzeba. Zdecydowanie polecam.

P.S. Czy tylko ja czytając o Chyłce mam teraz przed oczami Magde Cielecką?

sobota, 19 stycznia 2019

wciąż tu jestem więc "Hello, world!"

Drodzy czytelnicy!

Świat zawirował. Niemal trzy tygodnie stycznia minęły w mgnieniu oka, a w czasie tych 19 dni działo się tak wiele, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, że blog "lezy odłogiem". Do tego dochodzą jeszcze temperaturowo-pogodowe szaleństwa i człowiek zupełnie traci orientację co do dni tygodnia.

Czy tego jednak chcemy czy nie, na pogodę mamy wpływ pośrednio (tak, chodzi mi o wpływ człowieka na globalne ocieplenie, ale to temat, który pewnie poruszę przy recenzji innej książki). Tymczasem.

Dzisiaj, ponieważ nie było mnie bardzo długo, czas porządnie przywitać się po przerwie i wesoło zakrzyknąć "Hello, world!"


Moje pierwsze spotkanie z M.R. wiśniewskim. Z pewnością też nie ostatnie. Ciężko jest napisać recenzję tej powieści tak, żeby nie zdradzić jednocześnie za dużo z fabuły, bo odrywanie kolejnych warstw, dostrzeganie powiązań między bohaterami i konsekwencji jakie niosą ze sobą pozornie nic nie znaczące zdarzenia składają się na całą frajdę z czytania. Powiem tylko tyle, że z początku wydaje się, ze książka w ogóle nie stanowi całości. Kilkadziesiąt pierwszych stron wprowadza zamęt, mętlik, wydaje sie że czytamy nie związane ze sobą fragmenty. Z czasem jednak, puzzle składają się w spójny obraz, całość, która wcale nie wygląda różowo.

Wiele książek, które poruszają tematykę wszechobecnej technologii jest przerysowanych. kończą się albo cudem albo tragedią. Brak im wyważenia. Wiśniewski umiejętnie zrównoważył oba te elementy. nie daje złudnej nadziej, ale tez nie widzi przyszłości w ciemnych, katastroficznych barwach. Zachowuje obiektywizm i nie stawiając się na pozycji wszechwiedzącego autora po prostu opisuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zostawiając otwarte zakończenie. Ono właśnie sugeruje, że każdy z nas jest odpowiedzialny za los przyszłych pokoleń. Przyszłość dzieje się teraz. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję w długi, ciemny, zimowy wieczór zamiast zalegać przed komputerem czy telewizorem, i słowa te kieruję zwłaszcza do młodzieży. Trochę przeraża mnie bowiem fakt, że technologia, która już tak bardzo nami rządzi będzie coraz istotniejsza w życiu, być może do momentu w którym rzeczywiście nie damy rady w ogóle bez niej funkcjonować (tutaj odsyłam z kolei do twórczości M. Elsberga - Blackout i Zero). Zmieni się język - już teraz niektóre z pojęć użytych w książce brzmiały obco i ciężko było mi się przebić przez tę "nowomowę" (jeśli wiecie do czego nawiązuję). Duży plus dla autora, który pewnie też musiał trochę wczytać się w fora internetowe, żeby móc sprawnie operować językiem Internetu.

Podobały mi się opisy przeszłości, chociaż moim zdaniem było ich mniej niż tych teraźniejszości i przyszłości. Może autor nie chciał się skupiać na tym co było. W każdym razie to przeszłość jest punktem wyjścia i nie wolno nam zapominać o tym co było. Może się bowiem okazać, że to mądrość przodków, którzy jakoś żyli bez smartwatchy czy tabletów uratuje nam w przyszłości życie. 

Hatsune Miku - zdjęcie pochodzi ze strony https://www.focus.pl/artykul/35-latek-ozenil-sie-z-hologramem-to-kolejny-krok-czegos-co-juz-trwa
Na samym końcu, w kontekście tej powieści warto jeszcze przytoczyć jedną z wiadomości na jakie ostatnio trafiłam. Pewien 35-letni mieszkaniec Tokio wziął legalny ślub z ......... hologramem - Hatsune Miku, japoński fenomenem. Takie przelewanie uczuć do wytworów cyfrowej technologii naukowcy nazwali już "digiseksualnością".

piątek, 9 listopada 2018

"Seniorzy w natarciu" czyli nawet nie wiesz do czego jest zdolna twoja babcia :)

Seniorzy w natarciu.

Catharina Ingelman - Sundberg


Słowo "senior" nieodmiennie przywodzi mi na myśl dobrotliwego staruszka lub staruszkę w okularach, na bujanym fotelu, przykrytym kocem i opowiadającego bajki gromadce wnuków. Wychowaliśmy się bowiem w kulturze, w której tak właśnie wyobraża się starszych ludzi. Książka Cathariny Ingelman - Sundberg pokazuje jednak, że starość nie musi być równoznaczna ze spędzaniem czasu w domu, na "spokojnych" rozrywkach. Okazuje się bowiem, że "seniorzy potrafią".
Po pierwsze, potrafią wpaść na szalony pomysł kradzieży, który nie przyszedłby do głowy młodszym, po drugie - w szczegółach go zaplanować, po trzecie - przeprowadzić akcję, po czwarte - zawalić akcję co do szczegółów i wplątać się w niezłą aferę, a po piąte i najważniejsze - mieć z tego tytułu mnóstwo zabawy.

Grupka pięciorga staruszków - Marty, Anny-Grety, Stiny, Grabiego i Geniusza, pod przewodnictwem tej pierwszej zmęczona warunkami panującymi w domu seniorów o wdzięcznej i zupełnie nieadekwatnej do rzeczywistości nazwie "diament" chce się "przenieść" do więzienia, w którym w ich wyobrażeniu panują świetne, o ile nie idealne warunki do życia.

Cóż, mówimy tu o Skandynawii, nie Polsce.

W tym celu bohaterowie planują "kradzież stulecia"- cennych obrazów z jednego ze skandynawskich muzeów. Po zrealizowaniu pierwszej części planu uciekają z łupem i żądają stosownego okupu. Sprawa komplikuje się, kiedy najpierw tracą skradzione obrazy, a później także i okup.

Jak już wspomniałam, książka pokazuje, że starość może być szalona. Bynajmniej nie chodzi tu o to, że z nadmiaru wolnego czasu "dziadkom odbiło", jak można by to określić w dość wulgarny i powierzchowny sposób.
Rozumowanie oraz planowanie bohaterów jest w pełni spójne, logiczne i gdyby nie nieszczęśliwy, ale jednocześnie dość zabawny splot wydarzeń wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
 Już sam żółty kolor okładki sugeruje nam, ze będziemy mieli do czynienia z szaloną, komiczną historią.

Podobał mi się sposób ukazania myślenia bohaterów, ich próby dopasowywania się do zmieniających się jak w kalejdoskopie okoliczności, ich "gimnastyka" celem osiągnięcia zamierzonego rezultatu. Pod tym względem można się od nich sporo nauczyć. Dobrze tez, że pojawił się w literaturze głos odbiegający od wizerunku "klasycznego", "szacownego" seniora. W końcu ile można czytać o babciach, które są tak mądre że czasem aż głowa boli. Dlaczego babcia nie może szaleć? Spójrzcie tylko na naszą polską DJ Wikę. Gdyby miała inny charakter jestem pewna, ze również z powodzeniem byłaby w stanie zaplanować napad na bank albo inny "wyskok". Może od tej pory nie mówilibyśmy już o metodzie na wnuczka, ale metodzie na babcię?

Powieść obfituje w zaskakujące zwroty akcji, jest dynamiczna dzięki czemu bardzo szybko i przyjemnie się ją czyta. Nie ma niepotrzebnego "przegadania" akcji. Z drugiej jednak strony skłania do refleksji. Po pierwsze nad tym, że nie wszystko jest takie jak nam się wydaje, że nasze wyobrażenie o rzeczywistości często od niej odstaje, po drugie, że często nie doceniamy w jak dobrej sytuacji się znajdujemy do czasu kiedy los się odwróci, a po trzecie - że w gronie przyjaciół i bliskich nam osób nigdy nie straszna nam nudna. Refleksja jaką osobiście wyciągnęłam z lektury sprowadza się do tego, aby doceniać ludzi wokół nas, bo to właśnie oni sprawiają, że życie jest ciekawe. W towarzystwie takich bohaterów jakich wykreowała autorka nie sposób długo trwać w jesiennej chandrze. Książka inspirująca - ale absolutnie nie do popełniania występków!

Zmiany, zmiany.....

I wtedy przyszedł maj..... Długo nie było mnie na blogu i kiedy spojrzałam na datę ostatniego wpisu szczerze mówiąc nieco się przestra...